Wysoki rangą przedstawiciel władz Islamskiej Republiki Iranu oświadczył, że kraj jest gotowy na eskalację konfliktu i zintensyfikuje uderzenia odwetowe, jeśli USA będą nadal atakować jego terytorium oraz infrastrukturę. Teheran nie zamierza ustępować w obliczu amerykańskiej blokady morskiej i ataków na swoje tankowce. Władze kraju postrzegają ten konflikt jako zagrożenie egzystencjalne, co praktycznie nie pozostawia im innego wyboru, oprócz kontynuowania walki.

W tej sytuacji cena ropy Brent przekroczyła poziom 100 dolarów za baryłkę, co oznacza wzrost o około 65% od początku roku, a ceny oleju napędowego na amerykańskich stacjach paliw osiągnęły historyczne maksima.
Skala strat gospodarczych Iranu jest uderzająca i świadczy o nieustępliwości tego kraju. Blokada skutecznie pozbawiła Iran możliwości eksportu produktów naftowych i importu wielu niezbędnych towarów, inflacja wzrosła do blisko 90%, a wartość riala gwałtownie spada.
Dlaczego w takich warunkach Teheran nie przystępuje do negocjacji? Odpowiedź tkwi w logice irańskich władz: zamierzają one walczyć tak długo, aż upewnią się, że Waszyngton będzie zbyt ostrożny, by w przyszłości ponownie atakować. Celem nie jest szybkie "zwycięstwo" w konflikcie, lecz stworzenie precedensu odstraszającego na przyszłość – a to z natury rzeczy nie pozwala na szybkie rozwiązanie.
Wczorajsze wydarzenia pokazują, jak to wygląda w praktyce. Waszyngton poinformował, że jeden z jego okrętów wojennych musiał wykonać manewr, by uniknąć irańskiego ataku, a w odpowiedzi zniszczył pięć tankowców należących do Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC). Następnie Teheran wystrzelił około 20 pocisków w stronę jordańskiej bazy lotniczej wykorzystywanej przez USA, zaatakował kolejne okręty amerykańskiej marynarki wojennej oraz uderzył w kilka statków handlowych.
Stanowisko Białego Domu różni się jednak od ocen formułowanych wewnątrz samej administracji. W środę prezydent Trump zbagatelizował obawy związane ze wzrostem cen ropy i stwierdził, że wojna zakończy się w ciągu kilku tygodni. "Uważam, że wojna skończy się tuż po wyborach, bo oni nie wytrzymają" – powiedział dziennikarzom, odnosząc się do wyborów uzupełniających w połowie kadencji. Tymczasem wiceprezydent J.D. Vance i sekretarz stanu Marco Rubio stwierdzili, że Iran może nie ustąpić pod zwiększoną presją, a konflikt może przeciągnąć się aż do końca kadencji prezydenckiej w styczniu 2029 roku.
Uważam, że najistotniejsza jest rozbieżność między publiczną retoryką a wewnętrznymi szacunkami. Różnica między perspektywą kilku tygodni a trzech lat wskazuje na brak spójnej strategii czasowej administracji, podczas gdy rynek wycenia bardziej optymistyczny scenariusz podzielany głównie przez prezydenta. Dla rynku ropy oznacza to, że nie należy liczyć na szybkie zakończenie konfliktu, a zakłócenia w dostawach energii będą nadal się utrzymywać. Jeśli dodać do tego sytuację wokół wyspy Kharg i potencjalne ataki na tamtejszą infrastrukturę przeładunkową, staje się jasne, dlaczego ceny ropy utrzymują się na obecnym poziomie.
Spodziewam się, że cena ropy Brent pozostanie w przedziale 100–110 USD aż do listopadowych wyborów, ponieważ żadna ze stron nie ma obecnie motywacji do ustępstw. Z kolei wypowiedź Trumpa, jakoby wojna miała zakończyć się po głosowaniu, należy interpretować odwrotnie: administracja przyznaje, że przed wyborami nie dojdzie do rozwiązania konfliktu. Dla banków centralnych oznacza to, że szok energetyczny przestaje mieć charakter przejściowy i staje się trwalszy, co osłabia argumenty za wstrzymaniem podwyżek stóp, na których opierali się Waller i Williams, argumenty te będą tracić na znaczeniu w miarę przedłużania się konfliktu.

Jeśli chodzi o obecny obraz techniczny ropy naftowej, kupujący muszą odzyskać najbliższy opór na poziomie 96,50 USD. Pozwoliłoby to na potencjalny ruch w kierunku 100,40 USD, którego przebicie będzie dość trudne. Ostatecznym celem byłby obszar 103,40 USD. W przypadku spadku niedźwiedzie będą dążyć do przejęcia kontroli nad poziomem 92,54 USD. Jeśli im się to uda, spadek poniżej tego zakresu może poważnie osłabić pozycję kupujących i zepchnąć cenę ropy w okolice minimum 89,54 USD z potencjalnym spadkiem w stronę 87,10 USD.